Kto jest kto

Marcin: Zajmuję się teatrem od ponad piętnastu lat, nie przeszkadzało mi to skończyć technikum elektronicznego i zdobyć magistra z matematyki. Nie jestem zawodowym aktorem, nigdy o kształceniu się w tym kierunku nie myślałem, uczyłem się raczej sceny od kolegów i koleżanek, bardziej doświadczonych lub tak jak ja z pasją poszukujących (teraz poszukujemy z żoną). Kabaret pojawił się niedawno, nigdy nie przypuszczałem siedząc przed telewizorem, patrząc na zawodowych rozśmieszaczy narodu, że będę robił coś podobnego... Jak to los i życie lubią być przewrotne. Obecnie jestem żonaty i żywię nadzieję, iż tak zostanie już do końca... Z kabaretem nie wiem czy tak będzie, ale na razie jest śmiesznie... Teatr też jest, choć mniej czasu mu poświęcam niż kiedyś (i to jest smutne). Z Michałem spotkałem się kilka lat temu w Lublinie, robiliśmy wspólnie spektakle, znaczy ja je pisałem i jeden wyreżyserowałem, a on grał. W tym ustawianym przeze mnie był kochankiem mojej przyszłej żony, na szczęście już nim nie jest (przynajmniej mam taką nadzieję). Zaprosiłem go później do współpracy przy takich tam łódzkich projektach i nie wiedząc czemu po pewnym czasie zaczęliśmy robić kabaret, najpierw  tradycyjny, a potem to coś co nadal wymyka się konkretnej klasyfikacji i terminologii, co będzie dalej, czas pokaże 🙂

Michał - Pewnego dnia, po blisko dwudziestu latach przemieszkanych na końcu świata, w małym, zapomnianym Szczebrzeszynie, wyruszyłem z perspektywą studiowania geografii na 85-kilometrową wyprawę w wielki świat, czyli do Lublina, gdzie potem na skutek różnych zbiegów okoliczności rozpętało się całe to teatralno-kabaretowe zamieszanie. Właściwie dopiero w Lublinie, na studiach miałem okazję zasmakować frajdy z twórczości teatralnej, ale że w nałogi popada się łatwo, z miejsca wciągnęło mnie po uszy. Moje niejasne (jeszcze przedstudenckie) ambitne plany nauki aktorstwa na PWST w Łodzi szybko zamieniłem na teatr lubelski i może szczęśliwie, że tak się stało, bo w efekcie dzięki temu spotkałem Marcina. Ostatecznie to w Lublinie poznawałem tajniki teatru, ucząc się od starszych, bardziej doświadczonych i mądrzejszych (wliczając w to Marcina właśnie). Obecnie dzielę swój czas pomiędzy kabaret i teatr, może z pewną przewagą tego pierwszego...

Paweł „Czarny” Czochra - (nasz człowiek od techniki, obsługi dźwięku, światła i sceny; bez niego nasze występy nie wyglądałyby tak jak wyglądają): Pierwszy kontakt ze sceną miałem w wieku lat 12. Byłem wtedy Odważnym Żydowskim Pasterzem w Szczebrzeszynie i tak mi na następnych sześć lat zostało… Wiek męski zastał mnie jako Dającego Głos Raczej Basowy w pewnym zespole wokalnym, a dwa lata później postanowiłem zostać nauczycielem-polonistą. W tym celu wybrałem się na KUL. W trakcie tych siedmiu 🙂 lat były dwa studenckie teatry, piwnica artystyczna (bo śpiewać nie przestałem) oraz organizacja festiwalu „Żakeria” (tam poznałem swoją wtedy jeszcze przyszłą żonę, no i Marcina – aktora jednego z zaproszonych przez nas teatrów). Byli też niesamowici ludzie i przypadek – do Lublina trafił na studia Michał, którego znam od urodzenia. Efekt był taki, że kiedy ja zaczynałem kończyć swoją przygodę w Teatrze ITP, to Michał (trochę go namówiłem czy coś) zaczynał ją w nim zaczynać… Potem jako prawdziwy obieżyświat zamieszkałem na 5 lat w Krakowie i gdyby Marcin z Michałem nie założyli kabaretu, proponując mi objęcie funkcji Technichrząszcza, to pewnie nadal byłbym Nieszczęśliwym windykatorem z Zasadami. Warunek był taki, że mam być na miejscu – więc znów mieszkam na lubelszczyźnie… 🙂

Ula Kasprzak–Wąsowska – żona Marcina, offowa Krystyna Czadówna – czyli wszystkie głosy żeńskie pojawiające się w naszych skeczach, bez niej dla Marcina świat by nie istniał, a „żółwie” nie brzmiałyby tak jak brzmią. 🙂

Jacek Dzwonowski – wychował się brama w bramę z Gliwicką Fabryką Czołgów. Niech nie zwiedzie nikogo to, że jest wirtuozem skrzypiec, genialnym aranżerem, najwyższej próby muzykiem. Naprawdę to światowej sławy inżynier wojskowy - tak tajny, że nawet sam o tym nie wie. Armia Polska rozszczepiła jego osobowość. Jego lewa ręka muzyczna nie wie, co czyni jego prawa ręka wojskowa. Jeżdżąc po świecie jednocześnie zachwyca publiczność swoimi wiolinowymi popisami i zbiera ściśle tajne materiały dotyczące uzbrojenia naszych potencjalnych wrogów. Z niewiadomych przyczyn koncertuje głównie w Rosji. Jako przykrywkę posiada na Śląsku rodzinę - żonę i dwójkę dzieci. We współpracy z nami jego zasadnicza rola to mózg operacyjny "Muzikantów". To on jest odpowiedzialny za to, że u nas wszystko gra.

Piotr Chlipalski - Jeżeli gdzieś na świecie żyłby ludzki odpowiednik Wielkiego Zderzacza Hadronów w CERN, to byłby nim z pewnością Piotr Chlipalski. Nie chodzi tu o prędkości jakie osiąga (choć zdarzało się), nie chodzi też o to, czy potrafi stworzyć antymaterię (potrafi), ani nawet o to, czy jego funkcjonowanie może kosztować miliony Euro rocznie (.....). Rzecz w tym jak bardzo wyprzedza swoją epokę i jak bardzo chce się tym dzielić z nami, naturalnie w celach artystycznych. To miłe z jego strony, a jednocześnie to wielka strata dla ludzkości. Bo gdyby Piotr zajął się rozwiązywaniem problemów ludzkości, to prawdopodobnie rozwiązałby już kilka takich, na które ludzkość jeszcze się nie natknęła. Taki to nowatorski człowiek. Nawet jego zdjęcie na naszej stronie pojawia się w bardziej nowatorski sposób, niż pozostałe. No ale ostatecznie współpracuje z nami, bo ludzkość jeszcze do niego nie zadzwoniła, a my tak.

A czym się zajmuje? To trudno wytłumaczyć. Podobnie jak w przypadku Wielkiego Zderzacza Hadronów. Niemniej jednak jeżeli kiedyś wymyślicie jakieś genialne, supernowoczesne urządzenie elektroniczne, które zmieni oblicze występów scenicznych, zapytajcie najpierw Piotra, czy już czegoś takiego nie ma i czy przypadkiem nie chce sprzedać, bo z pewnością od dawna będzie miał już coś nowszego. Naprawdę.

Michał Iwanek – niektórzy znawcy Michała Iwanka podejrzewają, że kiedyś uległ wypadkowi i stracił dłonie, a że akurat na podorędziu były ręce Fryderyka Chopina przywiezione prosto z Paryża, to lekarze z braku laku doszyli lubelskiemu pianiście kończyny żelazowowolskiego grajka. To są oczywiście domysły, czynionę rzecz jasna z braku wiary w to, że tak wielki talent, wirtuoz instrumentów klawiszowych, fenomenalny kompozytor i aranżer mógł się objawić światu tu, na skromnych, zapomnianych i niedocenianych Krańcach Wschodnich. Michał jest muzykiem, który podobno zagrał najwięcej skomplikowanych akordów w ciągu jednej minuty, przy założeniu że te akordy pasują do siebie i do melodii "Jesteś szalona" zespołu Boys. Zespół Boys (jak później się okazało) większości tych akordów wcześniej nie znał, a potem nie umiał powtórzyć (mimo, że kilka chciał). Michał mógł zostać znanym tancerzem, ale w momencie decydującym o jego baletowej przyszłości miał zwichnięty mały palec u lewej stopy. Mimo wielu legend o nim, Michał sam nie jest legendą, żyje i tworzy. Od kilku lat wspomaga Świerszczychrząszcza przy różnych piosenkach. Razem porwaliśmy się na program "Na żywo".

Marcin Świętochowski - Nasz internetowy czarodziej. To dzięki niemu nasza nowa strona powstała, funkcjonuje i (nie bójmy się tego powiedzieć) może trwać prawdopodobnie w nieskończoność, albo przynajmniej do najbliższego ataku Cylonów na Ziemię. Z tym, że o najbliższym ataku Cylonów na Ziemię Marcin będzie wiedział ze sporym wyprzedzeniem, bo Marcin ogólnie rzecz biorąc żyje ze sporym wyprzedzeniem względem ludzkiej populacji. Potrafi (na przykład w razie ataku Cylonów na Ziemię) w 45 sekund przenieść naszą stronę internetową na bezpieczny serwer na Neptunie. Naszym zdaniem powinien pracować w NASA, ale NASA nie ma jeszcze serwera na Neptunie (Marcin ma), więc ostatecznie go nie zatrudnili. A jeśli ktoś chciałby mieć taką stronę jak my (na bezpiecznym serwerze), to należy do nas napisać. Będziemy negocjować. Albo zajrzyjcie tu: 

swietochowski.com